Ao Nang/ Krabi- czyli 7 dni w raju

Jezu jak tutaj jest pięknie!!! 
Ale od początku …;)
Rano z Bangkoku ruszamy taksówką na regionalne lotnisko Don Muang. Koszt miejskiej taksówki to ok 240 Batów i 50 Batów za autostradę, za którą płaci klient. Trzeba brać miejskie taksówki, tuk tuki chcą z Ciebie wyciągnąć jak najwięcej kasy… Najlepiej jest, jechać na taksometrze. Jeżeli kierowca nie włącza taksometru od razu trzeba mu zwrócić uwagę. Mieliśmy raz taki przypadek gdy wracaliśmy z Khao San do hotelu. Odległość to jakieś 2 km opłata startowa 35batów, do hotelu z Khao san wychodziło ok 50 Batów (czyli ok 6 zł). Kierowca taksówki zaproponował 200Batów wiedząc, że trasa jest krótka, nie zgodziliśmy się, on jechał dalej nie włączając taksometru. Wystarczyło powiedzieć, że ma włączyć taksometr albo stanąć. Wybrał drugą opcję. My podziękowaliśmy i opuściliśmy pojazd.
Na lotnisku wszystko przebiegło sprawnie i szybko. Odprawa błyskawiczna, restrykcje całkiem inne niż w Unii Europejskiej. Nikt nie sprawdza bagażu, nie trzeba zdejmować zegarków, butów czy wyjmować sprzętu elektronicznego. Jedyną zasadą obowiązującą to 100ml płynów w bagażu podręcznym.
Lot do Krabi trwa ok godziny, później z lotniska taksówką udajemy się pod nasz hotel, a w zasadzie willę. Śpimy w Marinna Express Fisherman (zdjęcia poniżej :), cudowne miejsce, 10 min piechotą od plaży. Przy drodze wiele restauracji, knajp, stoisk z pamiątkami etc.
Śpimy blisko miejsca, gdzie wczasy spędzali Moi rodzice dokładnie 6 lat temu.
Więc szlaki przetarte 😉
Po zameldowaniu udajemy się do naszej willi. Po wejściu pod górkę wybiega jakaś jaszczura, która ma ok pół metra 😀 nie zdążyliśmy zrobić zdjęć ponieważ byliśmy obładowani torbami. Przy wejsciu do naszej willi wygrzewała się mała jaszczurka. To znak, że jest tutaj ekologicznie 😀 Dla ciekawostki po dachu naszej willi czasami coś biega, odgłosy zwierząt  zza ściany przypominają, że mieszkamy wsród palm 😀 wydaje nam się, że to własnie te stworzenia. 🙂
Willa, którą wynajelismy wcześniej przez internet jest strzałem w 10tkę!!!!!!! Jesteśmy mega zadowoleni szczególnie z tego, że jest tutaj mega klimat!!! W willi czekały na nas świeże kwiaty, japonki, szlafroki, open bar, latarka :)) i nawet parasolki w razie gdyby padało.
Udajemy się przywitać z wodą. Ao Nang znajduje się nad Zatoką Tajlandzką w zachodiej części Oceanu Spokojnego. Woda ciepła, sama plaża w Ao Nang nie powala, jednak jest to najlepsze miejsce na wypady łódką na piękne plaże z lazurową wodą- o czym wiedzieliśmy 🙂
W powrotnej drodze udajemy się na jedzonko. Tym razem świeże, grillowane krewetki, tajska zupa z nutą imbiru (ostra, ale pyszna) i krab 🙂
Od kilku dni chodziły za mną krewetki grillowane, nie mogłem się im oprzeć. Aż trudno uwierzyć w to, że jeszcze nie tak dawno nie mogłem na nie patrzeć, a po wizycie w Indiach stały się jednym z ulubionych dań. Emilia zamawia Kraby, których skorupy musieliśmy łamać dziadkiem do orzechów. 
Za takie dania płacimy po 350 Batów (czyli ok 37 zł)
Wracamy do willi i zabieramy się za wybór jutrzejszego miejsca, na którym spędzimy cały dzień. Będzie to zapewne jakaś plaża. Musimy się trochę opalić bo jesteśmy biali i odróżniamy się od turystów przebywających w tym rejonie :- )
W naszej willi mamy do dyspozycji dużą zewnętrzną wannę, coś a’la prywatne jacuzzi bez jacuzzi 😉 Na ciepłe wieczory idealna sprawa, można poleżeć, napić się piwka i zjeść pyszne świeże owoce, które kupiliśmy wracając z „miasta” 

Dodaj komentarz