Bangkok again!

Bangkok, odwiedzony kolejny raz pozostawia mieszane uczucia. Z jednej strony tłoczność, głośność i wielkomiejski pośpiech jest czymś normalnym w azjatyckich krajach jednak z drugiej sprawia, że czujesz się bardziej zmęczony niż możesz to sobie wyobrazić.

Nie można jednak stwierdzić jednoznacznie czy można tutaj wracać w nieskończoność…

Przylot do Azji był dość skomplikowany z racji odwołanych lotów Ryanair’a do Brukseli. To tam zaczął się pierwszy etap wycieczki. Z Warszawy sprawnie dolecieliśmy do Chareloi, gdzie musieliśmy spędzić noc i poczekać na autobus Flibco kierujący się do Luksemburga, skąd wylatywaliśmy do Azji.

Postanowiliśmy, że pojedziemy pierwszym autobusem ok godz. 4:00, udając się do kierowcy z nadzieją, że zabierze nas pomimo wcześniej kupionych biletów w godzinach południowych, które dopasowaliśmy do przylotów Ryanaira. Kierowca po wnikliwym sprawdzeniu biletów pozwolił nam wsiąść. Cały autobus był dla Nas, nie było ani jednego pasażera, co pozwoliło na zajęcie podwójnych miejsc i odespania zarwanej nocy.

Po przylocie do Luksemburga, musieliśmy poczekać na wylot Luxair do Azji z przesiadką w Omanie.

Podniebna podróż przebiegła sprawnie, Oman Air okazał się bardzo przyzwoity, z nowymi samolotami. Podróż pokonywaliśmy nowym Dreamlinerem.

Jedyny minus to posiłki serwowane na pokładzie charakteryzujące się specyficzną omańską kuchnią.

Przylecieliśmy do Bangkoku w godzinach popołudniowych. Zamówioną taksówką za 800 Batów zajechaliśmy do hotelu. Nocowaliśmy w Prime Central Station Hotel, 4 gwiazdkowy hotel okazał się strzałem w dziesiątkę. Super lokalizacja, czyste pokoje, szczerze polecam. Wynajmowaliśmy 3 pokoje za atrakcyjną cenę przez booking.com.

Po przylocie obowiązkiem jest relaks, który zafundowaliśmy sobie w postaci masażu stóp na słynnej Khao San Road.

Głównymi atrakcjami, które zaplanowaliśmy na kolejne dni to: Wat Pho (z leżącym buddą i kompleksem świątyń, w którym spędziliśmy pół dnia). Z racji pogrzebu Króla Tajlandii, który odbył się 25.10 nie mogliśmy udać się do Pałacu Króla z racji modlitw za duszę zmarłego.

Wieczorem obowiązkowym było udanie się na targ świeżych kwiatów Pak Klong Talad, który rozpoczyna się ok godz. 22:00.

W kolejne dni udaliśmy się do świątyni Wat Saket na złotym wzgórzu oraz odwiedziliśmy JJ Market, który w tygodniu był znacznie wyludniony. Sporo czasu poświęciliśmy również na hurtownię produktów do masażu tajskiego. W ostatnim dniu spacerem przeszliśmy Chinatown, gdzie zjedliśmy ostatniego Pad Thaia w Bangkoku.

W Bangkoku jestem już kolejny raz, tym razem z piątką znajomych, dlatego wiele atrakcji odwiedziłem ponownie nie opisując ich szczegółowo z racji tej, że pisałem o tym 1,5 roku temu 😉

Po niepełnych 4 dniach w Bangkoku udajemy się na krótką, zaplanowaną wycieczkę do Malezji (Kuala Lumpur) a 5.10 wylatujemy już do SIngpauru. Po dwóch dniach wracamy do Tajlandii by móc odpocząć po intensywnym zwiedzaniu azjatyckich miast do Ao Nang, turystycznego miasteczka z którego będziemy wypływać na rajskie wypsy J Tam spędzimy 6 nocy.

Jest to niewątpliwie najdłuższa azjatycka podróż, ale na jej ocenę przyjdzie czas po powrocie!

Do zobaczenia w Kuala Lumpur!

Dodaj komentarz