indyjski pociąg- czyli jak podróżuje się za grosze

zaspaliśmy na śniadanie w hotelu…. ;]
Budząc się wiedzieliśmy jaki mamy plan. Chcieliśmy wybrać się na południe Bombaju.
Czym? no wlaśnie pociągiem 20 km za (10IRN- 0,50gr. ;- )) wrażenia bezcenne.
Byliśmy bardzo zadowoleni, że poczuliśmy prawdziwe życie Indii. Jako jedyni biali na stacji Khar RD West, zmierzeni wzrokiem przez każdego wsiadamy do lokalnego pociągu.
Czulismy się jak byśmy grali w filmie „Slumdog milioner z ulicy” dopełnił to fakt, że naszą końcową stacją była Victoria Terminus. Na filmie stacja wydaje się większa niż w rzeczywistości. Jednak miejsce tętniące życiem robi duże wrażenie.
Przechadzamy się lokalnymi ulicami w stronę Gateway of India. Jest to dość spory kawałek do pokonania więc decydujemy się na taxi. Przemiły Hindus zawozi nas pod samą bramę za ok. 5 zł.
Jest strasznie gorąco, przechodzimy właśnie kryzys związany z temperaturą. Ku naszemu zdziwieniu w ogóle nie opalamy się przy tym słońcu….
Po 30 minutach odpoczynku w lobby słynnego hotelu Taj Mahal idziemy do Starbucksa, aby napić się zimnej kawy. Ceny o wiele niższe niż w Polsce w okolicach 7zł.  Przed wejściem do słynnych budynków i lepszych barów, restauracji, knajp i kawiarnii praktykowane są bramki jak na lotniskach i dokładne prześwietlanie naszych toreb wraz z ich właścicielami.
Luca wtrąca, że mam nie zapomnieć o traktowaniu kobiet w Indiach.
OK. a więc, Kobieta jest na drugim planie jak nie na ostatnim… To Mi otwierają drzwi, to mi nakładają klapki na stopy, abym je tylko kupił. to do mnie uśmiechają się i witają z ukłonem to ze mną najczęściej rozmawiają i zadają pytania.  Kobiet tutaj się nie zauważa. co Lucę bardzo dziwi.
Raj dla feministek ^^?
chodząc po ulicach Mumbaju zaczepia nas Hindus z Radżastanu. Zadaje pare pytań, twierdzi, że miał dziewczynę z Polski o imieniu Zuzanna. Wiedział, dużo o Polsce, że Polacy najbardziej lubią wódkę i shishe. ;- ) Przez chwile doszukiwaliśmy się celu tej rozmowy. Zawsze trzeba być przezornym, dlatego odmówiliśmy jego zaporoszenia na Masala chai. (indyjska herbata przypominająca nam bawarkę)
Zmierzaliśmy do Leopold Cafe- baru polecanego w przewodniku Lonely Planet. Zjedliśmy tam kolację.
Bar nie zachwyca, znów potwierdza się fakt, że knajpy, które opisywane są w światowych przewodnikach nie mają w sobie nic fajnego. Jedzenie jest drogie, warunki średnie i nic nie odzwierciedla prawdziwych Indii. No dobra poza brakiem sterylności i masy turystów ;- )
Wymęczeni dzisiejszym dniem, wracamy na stację Victorii. Przepięknie oświetlony budynek robi na nas jeszcze większe wrażenie. Wsiadamy do pociągu, zagadujemy do 2 chłopaków oglądających teledyski Michaela Jacksona. Byli nieśmiali, bo ich angielski był słaby. Nie wiedzieli gdzie leży Polska, to co nas zaskoczyło, to to, że wszyscy pytają nas podczas rozmów, czy wiemy gdzie jest Szwajcaria.
Chłopaki wiedzieli jednak kim był Jan Paweł II, przynajmniej tak nam odpowiedzieli. 😉
ps. o plecakach nic nie wiadomo, powoli godzimy się z tym, że nigdy ich juz nie zobaczymy. jeżeli tak będzie będziemy starać się o odszkodowanie od lini Air France. straciliśmy wszystko co mieliśmy oprócz elektroniki /na szczęście/ ale najważniejsze, że nie straciliśmy humorów. Ciuchy i kosmetyki nie są tak istotne jak wspaniałe wspomnienia, do których będziemy wracać nie raz!
ENJOY LIFE ;- )

Dodaj komentarz