Kafelkowe schody do nieba…

Dzien zaczelismy od slynnego stadionu pilkarskiego Maracana, jest to na pewno jeden z symboli brazylii. Z racji tej, ze mieszkamy blisko niego, wybralismy sie tam piechotą. Obeszliśmy caly stadion, az do stacji metra gdzie wyruszyliśmy do Lapy…

No właśnie… Lapa, kojarzona ze slumsami,  niebezpieczeństwem… naczytalismy sie sporo o tym jak to trzeba chować aparat, nie eksponować się z zegarkami na rękach i nie pokazywac swojego ,dobrobytu’ …nic z tego dla nas dZielnica jak każda inna. Nie było zagrożenia, a komentarze w internecie wydawaly sie jak zwykle przesadzone. To wlasnie w Lapie pomiędzy slumsumi znajdują się schody prowadząe do kościoła na wzgorzu. Te schody to kolejny symbol Rio. Ich barwa powala, dodatkowo padający deszcz sprzyjał nie tylko nam, spalonym rakom, lecz i schodom, ponieważ mokre nabrały blasku i stały się jeszcze bardziej wyraziste i barwniejsze.

Po spacerze w centrum, gdy słońce powoli zachodziło i zaczęło się ściemniać na koniec dnia udaliśmy się pod głowę cukru. Wjechałem na nią sam, pogoda wydawała się niepewna, ponieważ cały czas lało.. Przewodniki jasno wskazuwały, ze gdy pogoda kiepska nie ma co tracic kasy na wjazd. Bo jest to jedna z najdroazszych atrakcji. Ale co tam…. Zawsze mówię, ze kto nie ryzykuje ten nie pije szampana 🙂
I nie załuję……

17:30

Rio osadzone chmurami powoli zamienia się w miliony małych światełek. 
Czujesz jakbys spoglądał na miasto niczym chrystus odkupiciel otaczając je ramionami. 
Ile szczęścia trzeba mieć w zyciu, zeby ke wreszcie docenić… Stoję na szczycie głowy cukru, w okół mnie rozciąga się miasto, ktorego nie sposób objąć oczami. 
Nie wiem cy to znak, ale gdy wjechalem na szczyt gondolą przestalo padac… W miejscu gdzie przewija się tysiace turystow dziennie jest puste, a ich mozna policzyc na palcach… 
Panuje tu niesamowita cisza…co pare minit slychac tylko szum lądującego samolotu na regionalnym lotnisku. Z jednej strony zdaje sie to byc przerazajace, ale kazdy razem ze mna oddaje sie ciszy i stoi wpatrzony w miasto, ktore nigdy nie śpi…
Takie momenty pozostaja dlugo w pamieci. To wlasnie w takich miejscach mozesz pocUc sie tak mały w rym olbrzymim, nie do końca odkrytym świecie lub tak wielkim, ze to wlasnie ty masz to szczęscie i mozesz zatopic się w tej wlasnie ciszy i przekonać sięjak wielkim mozesz być ty….
Chrystusa oswietlaja reflektory, góry powoli zatapiają się w chmurach, a miasto barwnie swieci pomiedzy nimi. 
I znow nic innego nie mozna zrobic w takim momencie jak stanąc twardo na ziemi i w myslasz powiedziec sobie:
,,Dear life. Thank you…”

To ostatni dzień w Rio

Jutro rano wyruszamy do Ilha Grande, gdzie mozemy miec problem ze zlapaniem internetu… 

Dodaj komentarz