Karaiby czas start!

Jak po każdej wycieczce od razu przychodzi myśl „jaki cel obrać przy następnej podróży”

Reasumując ostatnie podróże, wyjazdy, przeprowadzkę do Warszawy, teraz życie w Chicago pomyślałem, że moje życie to ciągła podróż. Czasami z bólem głowy, czasami z przestawieniem czasu, czasami wymęczony po ciągłych przesiadkach. Ale najważniejsze, że to co robię przynosi satysfakcję. Czasami warto byłoby usiąść na przysłowiowym tyłku, jednak po 10 minutach siedzenia stwierdzam jednoznacznie, że to nie dla mnie…

Właśnie siedzę w samolocie, wyruszając w kolejną podróż, tym razem moje nogi staną na Karaibach, jako cel obrałem wraz ze znajomymi Puerto Rico (pol. Portoryko) i Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

Cel brzmiący dumnie, kojarzący się z lazurem, upałem, żółwiami w wodzie i palmami. Zapewne tak będzie, ale o tym przekonamy się po przyjeździe na miejscu.

Pierwszy raz wyruszam w podróż większą grupą, o ile można nazwać ją większą, zazwyczaj podróżowałem sam lub z kimś bliskim. Tym razem na jednym pokładzie, „firmując” milotrip 😉 są ze mną Alexandra z Polski, Nanne z Finlandii oraz Antony z Hong Kongu. Różne kultury, różne doświadczenia, różne języki co w połączeniu daje niezłą bombę towarzyską 😉

Kocham latać, moja chyba już setna podróż samolotem w życiu, setne wzbijanie się w powietrze, setne podziwianie świata z góry z taką lekkością a z jednej strony przerażającym zdawaniem sobie sprawy, że nic nie możesz zrobić gdyby coś się działo, uświadamia mnie jak piękny jest świat i jak warto zaakceptować to na co nie ma się wpływu. Tak samo jak w życiu. I tutaj nie może zabraknąć słów Babci Danusi. „Pamiętaj, co pisane to będzie…” 🙂

Czas w Chicago leci nieziemsko szybko, minęły równo dwa miesiące od kiedy przyleciałem do Stanów Zjednoczonych.

Mam w planach osobny post odnośnie studiowania w Ameryce, wymian studenckich i tego czy w ogóle warto przyjeżdzać tutaj na studia, ale zanim się on pojawi, warto po krótce opisać amerykańską przygodę.

Studiowanie nie należy do trudnych w USA, może dlatego, że studia tutaj są płatne? Są cholernie drogie, mój semestr to koszt ponad 40 tysięcy złotych. Na zarobki ameykańskie może nie jest to tak dużo, jednak 10 tysięcy $USD piechotą nie chodzi. Rok nauki daje nam 80 tysięcy złotych. Nie jest to tania „impreza”. Koszt wymiany, tym bardziej zachęca to do skorzystania z oferty wymiany.

Do kosztów należy doliczyć utrzymanie się.. Nie jest tanio, ale też nie jest drogo, według mnie, stosunkowo do zarobków ceny są niższe w Ameryce porównując Polskę. Przy zarobkach np. 10$ za godzinę możesz kupić 2L. Coca- Colę za 1$, muffina z 1,50$ a mleko za 1,70$ Ceny nie są wysokie, inaczej ma się sprawa jeśli jesteś Polakiem i zaczynasz przeliczać. Jedno jest pewne, przekraczając granicę zapomnij o przeliczaniu, bo zrujnuje to twój portfel jak i dobre samopoczucie ;- )

Wracając do studiowania, studiowanie nie jest trudne (post powstaje przed egzaminami 🙂 ) Najważniejsze w tym wszystkim to język angielski, jeżeli opanujemy go w stopniu komunikatywnym studiowanie tutaj w szczególności dla Polaków, nie będzie wielkim wyzwaniem. Amerykańscy studenci (przedział wiekowy od 19-60 lat) zadają banalne pytania, pytają o wszystko, dyskutują na tematy bardzo proste dla przeciętnego polskiego studenta. Poziom nie jest super wysoki. Jednak Profesorowie potrafią zaskoczyć niezapowiedzianą kartkówką.

Więcej opiszę w osobnych postach po przyjeździe z Karaibów, bo wiele jest rozwiązań, które mogłyby pojawić się na polskich uczelniach.

OK, 4 godziny lotu przed nami, obecnie znajdujemy się jeszcze nad terytorium Stanów Zjednoczonych i przelatujemy nad Atlantą. Nie możemy się doczekać,

See you in Puerto Rico!

Dodaj komentarz