Kuala Lumpur, Malezja

Cóż za klimat… 🙂 nie ma palącego słońca, jest jednak parno i duszno. Czyli słońce za chmurami, temperatura przekracza 30 stopni C. Ale da się wytrzymać, szczególnie, że Kuala Lumpur zwiedzaliśmy do 2:00 w nocy!!!

Duże miasto, różniące się od Bangkoku. Przede wszystkim bogatsze, czystsze, przepełnione wieżowcami. Lot z Bangkoku trwa ok 2 godzin. Wybraliśmy AirAsię, a bilety rezerwowaliśmy kilka miesięcy przed wylotem. Oba lotniska są komfortowe, zaopatrzone w wiele restauracji i sklepów wolnocłowych.

Wylądowaliśmy w godzinach popołudniowych gdzie napotkaliśmy na pierwszy problem. Lotnisko oddalone jest od centrum miasta o ok. 70 km. Jedyną najsłuszniejsza opcją było zamówienie UBERA. Wybraliśmy opcję XL, czyli taki samochód, który pomieści 6 osób + kierowca. Wszystko wydawało się piękne, natomiast kierowca, który przyjechał nie chciał nas zabrać, ponieważ każdy z nas miał przy sobie duzy plecak i walizkę podręczną. Poziom absurdu nie znał granic, ponieważ kierowca nie reagował na to, że plecaki możemy położyć sobie na kolanach. Jedynym argumentem, którego używał było to, że samochód będzie zbyt obciążony. Pytanie tylko po co chciał zabrać klientów z lotniska i czy nie jest świadomy tego, że tutaj każdy ma ze sobą bagaże? Na to nie chciał odpowiedzieć.

Kolejna próba zamówienia przejazdu okazała się pozytywna. Taki sam model samochodu, jednak kierowca młodszy, który nie miał problemu, że będziemy obładowani po głowę, a nawet zrobił sobie z nami zdjęcie i zaproponował, że odwiezie nas na lotnisku gdy będziemy wracać. Bez wahania zgodziliśmy się na propozycję. Koszt przejazdu na lotnisko-centrum to ok 130 MYR (ok 120 zł) powrót kosztował nas taniej bo 100 MYR.

Lotniska kierowaliśmy się do THE SUITS PLATINIUM APARTMENTS by podziwiać panoramę miasta. Nasz apartament rezerwowaliśmy przez portal airbnb sugerowaliśmy się przestronnością i otwartym basenem na szczycie budynku. Mieszkaliśmy na 47 piętrze. (Pałac Kultury w Warszawie ma 42 piętra, a taras widokowy mieści się na 30 )
Basen mieścił się na 51 piętrze. Nocleg w apartamencie był stosunkowo tani.
Koszty dzielone były na 6 osób. Widok z apartamentowca był NIEZIEMSKI!

Po chwilowym zebraniu sił udaliśmy się pod Petronas Twin Towers czyli do jednego z najważniejszych punktów Kuala Lumpur. Dwie wieże, zdobiące miasto rozświetlone są do późnych godzin wieczornych, a one same widoczne są z każdego punktu miasta. W drodze powrotnej udaliśmy się na przydrożny market aby zjeść w lokalnej restauracji.
Jedzenie przypominało hinduskie i było bardzo ostre.

Z racji tej, że w Kuala Lumpur z zamiarem spędziliśmy dwa dni zaplanowaliśmy zwiedzanie najważniejszych punktów. W kolejnym dniu udaliśmy się do świątyni Batu Caves. Czyli zespołu jaskiń, odkrytych w XIX wieku, oddalonych od Kuala Lumpur 13 km. Jaskinie stanowią ważne centrum pielgrzymek dla miejscowych hinduistów, zwłaszcza podczas corocznego święta Thaipusam. Do głównej jaskini o wysokości 100 m zwanej „Jaskinią Katedralną” prowadzą schody o 272 stopniach. Wejście było męczące, a do tego dobrowolnie wnieśliśmy cegłę, by pomóc w remoncie na szczycie góry.

Wizyta świątyni była małą rozgrzewką przed wejściem na świątynie Tygrysa w Krabi, na którą sił zabrakło podczas mojej poprzedniej wizyty w Tajlandii. Po wizycie w świątyni udaliśmy się lokalnym pociągiem do stacji KL Sentral,
dworca kolejowego i głównego centrum przesiadkowego w Kuala Lumpur.
Stamtąd udaliśmy się do słynnego meczetu, który jednak przy zbliżającym się zachodzie słońca został zamknięty dla turystów. Zaraz obok podziwialiśmy Pałac Sułtana Abdula Samada i plac na którym ogłoszono niepodległość Malezji w 1957 roku.
Na koniec dnia udaliśmy się do Central Market, czyli mekki sklepów, sklepików i straganów.

Co ciekawe w Malezji kursują darmowe różowe autobusy, w których jest dostępne również darmowe wi –fi. Na koniec udajemy się na jeszcze bardziej popularną dzielnicę z ulicznym jedzeniem. Po kolacji fundujemy sobie kolejny masaż stóp (który jest dla nas zbawieniem) i wracamy do apartamentu. Żeby kolejnego dnia wyruszyć do Singapuru, miasta-państwa,
do którego mam olbrzymi sentyment ale o tym napiszę w kolejnym poście.

 

Dodaj komentarz