last day in Bangkok

Bangkok trochę się rozchmurzył, dziś nie było deszczu za to od czasu do czasu pokazywało się słońce.
Dzisiejszy dzień był dniem pt. „świątynie i pałace”
A więc tak jak wspominałem wczoraj ponad pół dnia poświęciliśmy na zwiedzanie kompleksu pięknych, pozłacanych budowli. To właśnie Pałac Króla i świątynie.
Wejście do kompleksu kosztuje 100 Bathów od osoby (czyi ok 110zł) tam możemy podziwiać piękne zdobienia pałaców i świątyń  tradycyjnie na wzór tajski.
Gdy zaświeci słońce budynki dodatkowo nabierają wybitnego wyglądu, drobne złote czy kolorowe elementy mienią się wtedy prezentując się w całej okazałości.
W świątyni Wat Pho podziwiamy 40 metrowego buddę. To pomnik, leżącego Buddy, który z podpartą głową spogląda na przechadzających turystów. W świątyniach obowiązuje jedna, bardzo przestrzegana zasada, wszędzie trzeba zdjąć buty.
Tak też czyniąc spotykamy się z Buddą twarzą w twarz. Pomnik robi wrażenie szczególnie, że jest zarówno ogromny jak i długi.
Przechadzając się pomiędzy mniejszymi świątyniami dostrzec można pomnik Szmaragdowego Buddy jak i wiele różnych, mniejszych pomników. Można je praktycznie dotknąć, lecz dotykanie pomników nie jest mile widzianym zjawiskiem w buddyjskiej religii czy kulturze tajskiej. Zachowując wszelkie standardy, staramy się przestrzegać zasad i tradycji, które drepczą od wieków, jak buddyjscy mnisi po tajskiej ulicy. Bardzo łatwo jest ich również wypatrzeć, ponieważ ich charakterystyczne pomarańczowe stroje z dala rzucają się w oczy.
Kompleks świątyń jest „rajem” dla Mnichów, to tutaj spędzają oni wiele godzin dziennie na wytrwałej modlitwie.
Obok pałacowego kompleksu mieści się jedna z najważniejszych i największych szkół tajskiego masażu. To tam rocznie uczy się kilkaset tysięcy osób, by móc później masować innych i zarobić na utrzymanie. Szkoła cieszy się dużą popularnością i na ten fakt wskazują również wszystkie przewodniki.
Po intensywnym zwiedzaniu świątyń i pałacu otoczonego podwójnym murem łapiemy taksówkę na Khao San Rd. Tutaj decydujemy się na kolejny masaż, jemy obiad i kupując świeże owoce wracamy. Dwie godziny spędzamy na basenie, który znajduje się w hotelu. Był to wyśmienity pomysł, ponieważ wieczorem jest tutaj ok 29 st. C.
Wydawałoby się, że godzina 21:30 to koniec wrażeń.
Jednak nie! O 21:30 zamawiamy taksówkę i udajemy się do Wat Pak Khlong Talat czyli na nocny targ kwiatowy. Dlaczego nocny? Targ działa przez cały noc. temperatura spada, w nocy pracownicy hoteli, rezydencji i prywatnych domów przyjeżdzają po świeże kwiaty. Życie w okolicy zaczyna się właśnie od 21:00.
Miejsce to praktycznie jest miejscem pracy. Podziwiając pracę Tajek i Tajów spacerujemy wśród sprzedawców. W przechadzce towarzyszy nam nieziemski zapach kwiatów i …. szczury 🙂
W sumie dziwnie byśmy się czuli gdybyśmy tych słynnych szczurków nie spotkali. a więc i na nas spadło to „szczęście”
Ceny kwiatów są nieziemsko niskie, za wiązkę orchidei czy storczyków płaci się ok 2zł. Paczka 25 róż różnych kolorów to koszt 80 Bathów (czyli ok 9 zł) tak jak wspominałem na targu nie tylko kwitnie sprzedaż ale też ogromna praca aby zapewnić piękny zapach w setkach hoteli  czy innych miejscach. Szczególnie podziwiamy pracę łańcuszków i dekoracji z kwiatów, które robione są na miejscu, a gdy wszystko jest gotowe okładane lodem w boksach czekają na swojego klienta.
Czas zakończyć przygodę z Bangkokiem. Kolejne miasto z mojej listy, które charakteryzuje się sporym chaosem, odzwierciedla specyfikę życia w Azji. Bangkok robi się jednak coraz to bardziej skomercjalizowany, nie ma się co dziwić ponieważ masa zachodnich turystów przybywa tłumnie- stwarzając idealne warunki do rozwoju handlu i turystyki.
Jutro o 11:00 opuszczamy hotel i jedziemy na lotnisko o 13:45 mamy samolot linii Air Asia do Krabi, z Krabi udajemy się do Ao Nang (miejsca wypadowego na pobliskie wyspyi piękne rajskie plaże) tam zostajemy na 7 dni.

Dodaj komentarz