Never forget!!!

Wstałem rano. Nie wiem dlaczego, ale będąc w NY potrafię bez problemu otworzyć oczy o 7:00…
Dzień wcześniej umówiliśmy się z Alą i Przemkiem (poznani na lotnisku) na wspólną przechadzkę. A więc jest 8:00 wprost z Harlemu ruszam metrem na Wall st.
Jest tutaj inaczej. Ludzie bardzo skupieni, elegancko ubrani, każdy pod pachą ma teczkę. Nie ma się co dziwić nowojorska giełda dodaje splendoru inwestorom czekającym na kolejną hossę swoicha akcji.
Pogoda jest niezła, trochę wieje, co działa na niekorzyść, obniżając temperaturę powietrza.
Ruszamy dalej na rejs promem aby podziwiać Manhattan z oddali.
Oczywiście, że nie zapominamy o brudnozielonej Statule Wolności, która ku naszemu zdziwieniu wydaje się mała niż oddają to zdjęcia. Manhattan prezentuje się uroczo. Okryty płaszczem nowojorskich drapaczy zapiera dech w piersiach. Jednak czegoś brakuje…. A to coś to dwie wieże WTC….
Od chwili gdy weszliśmy do parku i muzeum zwanego Memorial 9/11 (bilet wstępu ok 20$) wszystko stało się inne.
Tego się nie da opisać, ścisk żołądka jest silniejszy od samego Ciebie. Przejmująca cisza wśród setek turystów czytających kolejne nazwiska poległych w katastrofach dopada natychmiast.
W Parku są dwa potężne kwadraty do których wlewa się woda, symbolizują miejsca po dwóch bliźniaczych wieżach. Muzeum, w którym zobaczyć można pozostałości po katastrofie wywiera na Mnie tak duże wrażenie, że po zwiedzaniu potrzebuję chwili, aby wrócić twardo na ziemię
Never forget…. Słychać w oddali, wśród ludzi zmartwionych, zadumanych, przejmująco innych.
W tym miejscu takim się stajesz i nic tego nie powstrzyma…
Po przejmujących chwilach na WTC ruszamy na Chinatown. Brak tutaj angielskich napisów, nikt nie umie wytłumaczyć Ci drogi ani wskazać dobrej restauracji. Ciekawostką są oznaczenia przez sanepid literkami A B C gdzie A to jedzenie z zachowaniem wszystkich standardów sanepidowskich:)
Losujemy restaurację… Dostajemy kartę z której nic nie wynika. A litery są przeważnie po chińsku. Dostajemy mała kartkę z angielskim nazewnictwem. Obsługa nie mówi praktycznie po angielsku. Czujesz się jakby Twój angielski był lepszy od Nowojorczyków. Niesamowite wrażenie.
Z mieszanymi uczuciami opuszczamy Chinatown i restaurację.
Kierujemy się na Little Italy i SoHo
Włoskie knajpy, uliczne stragany i flagi amerykańsko włoskie powiewają wsród ustającego wiatru.
Byliśmy tam chwilę. Udajemy się poźniej na East Village. Zatrzymujemy się w dwóch fajnych pubach, pijąc brooklyńskie piwo na St Marks Place. Zadowoleni dzisiejszym dniem wybieramy się metrem na Time Sq. Kupując płytę od ulicznego grajka za 10$ Rozstajemy się wśród blasku neonów jadąc swoim metrem do mieszkania.

Dodaj komentarz