Ponad dachami i oddechami..

Pierwszy dzien, kiedy pospałem do 9:00. Na śniadanie zjadłem bagels z Nutellą. Bagels’y nie wpisały się w sprzedażową rewolucję w Polsce. Tutaj i w Kanadzie to standard. Mam nawet wrażenie, że ciężko o wyszukanie chleba ala’ polski. Na szczęście nie jadam chleba.
Ruszam w miasto. Dziś nastawiłem się na zwiedzanie górnego Manhattanu. Zacząłem od 5th ave gdzie mieszczą się wszystkie znane marki sklepów odzieżowych. Od Dollce Gabbana do Zary.
Na tej właśnie ulicy tętni życiem Apple Store. Wielki przeszklony kwadrat z białym jabłkiem,
w którym schody prowadzą do ,sadu’. Stoi on zaraz obok Central Parku.
Zrobiłem małe zakupy. Ceny elektroniki są o wiele niższe niż w Polsce. Opłaca się 🙂
Kieruje się na południe. Przez pasy przechodzę prawie zawsze na czerwonym.
W NYC nie dostaniesz mandatu na czerwonym świetle, ponieważ czekanie mogłoby spowodować nagły korek 😉
A w mieście pełnym zgiełku, spieszących się ludzi, biznesmenów nie można czekać…
Zawsze jest coś do roboty.
Przerwa na lunch. Sałatka z kurczakiem i latte w Starbucksie. Starbucks jest tutaj co dwie ulice. Fenomen sieci kawiarnianej opanował cały NY wymiatając klimatyczne kawiarenki,
które swiecą pustkami.
Po lunchu idę do nowojorskiej biblioteki. Piękny budynek z ukochanym przez nowojorczyków parkiem ozdabia okolicę. Jest cieplo dzśi 15st. C.  jak na taką porę roku. Pogoda zmienia się tutaj nagle. Wczoraj wiał zimny wiatr. Dziś można było wygrzać się w słoneczku… Słońce tworzy tutaj pewien klimat. Zagląda przez okna nowojorskich mieszkań i zabytków tworząc przy tym zjawiskowe łuny światła. Niestety nie wpada już we wnętrza dworca Grand Central…. Zasłoniony przez drapacze chmur robi piorunujące wrażenie. Środek obfity jest w piękne olbrzymie okna i marmurowe ściany. Stary pozłacany zegar lśni w środku dworca, regularnie ogłuszany przez komunikaty o odjeżdżających pociągach. Na Grand Central czas biegnie szybko. Ludzie też.
Siadam na schodach wewnątrz. Otwieram książkę i ….
Wracam na 5tą aleję. Dzwonię do Przemka i Ali,  chcemy wjechać na Top of the rock. ( polecam ten budynek, ponieważ z Empire State nie widać samego Empire, jak i Central Parku przykrytym wlaśnie przez  Top of the rock. Czekamy w kolejce. Bilet kosztuje niecałe 30$. Opłaca się! Jedziemy na 60te któreś piętro. Uwieczniłem widok robiąc ze 100 fotek.
No i właśnie…..
Serce staje, źrenice się powiększają a Ty człowieku stoisz wryty, nakładasz słuchawki na uszy i słuchasz Empire State of Mind. Bo nic nie możesz z siebie wykrztusić oprócz
,,oh my God! It’s Newww Yorkkkk!! 

1 Comment

  1. Świetny język pisarski. Przypomina mi Jacka Pałsińkiego. Powodzenia. Będę śledzić. ))))

Dodaj komentarz