pranie Mumbaju

Dzisiejsze śniadanie zaskoczyło nas samych i do teraz nie umiemy powiedzieć co jedliśmy. przypominało to nalesnika z ostrymi sosami. warto wspomnieć, że w indiach wszystkie potrawy są ‚spicy’ zamówiliśmy więc zero spicy 😉 ale i tak dostalismy ostre danie dla europejskiego podniebienia.
po sytym śniadaniu wyruszliśmy w miasto na stację kolejową KHAR WEST. tym razem kupiliśmy bilety First Class, troszkę przerażeni tłumem na stacji. bilet kosztował nas ok 3-4 zł na os.
Wysiadamy na Mahalakshmi railway station. zaraz obok rozciaga się widok na oolbrzymią pralnię Bombaju. To własnie tutaj każdego dnia prane są pewnie wszystkie ciuchy, ręczniki, materiały ze wszystkich lokalnych hoteli. Mieszkańcy miasta wstają równiez o świcie by móc jeszcze tego samego dnia załozyć czyste ciuchy.
Wszystko porozwieszane kolorami, białe z białym, niebieskie z niebieskim…
Póxniej, przechodzimy po okolicy, siadamy w małym parku. Dzielnica robi na nas wrażenie. Jest to jedna z najbardziej biednych dzielnic w Bombaju. Dostrzegamy pierwszego indyjskkiego komara, który zdążyl nas ukąsać 😉 (niby panuje okres sprzyjający aktywności komarów, lecz my w ogóle ich nie widzimy) na szczęście nie kupowalismy w Polsce lekow na malarię, które zalecano. bo i tak stracilibyśmy je w bagażu. koszt jednego opakowania to ok 150zł….
Wsiadamy do taxówki i udajemy się na Colabę. Przechodzimy przez targ idąc w stronę University of Mumbai. Tuż za nim znajduje się jedno z najbardziej ‚zielonych pluc’ Bombaju, a na nim odbywają się wlaśnie mecze w slynnego krykieta. 
Po drodze dostrzegamy bibliotekę. Nie omieszkając wejść do środka, zostajemy uprzedzeni o zakazie robienia zdjęć. Po chwili rozmowy z pracownikiem, który zadaje nam kilka pytań co studiujemy pozwala nam wejść na górę pomiedzy regały z książkami. Udaje nam się jednak zrobić kilka fotek. Miejsce to znaleźliśmy przez przypadek- jednak będzie jednym z najlepiej wspominanych z zatłoczonego Bombaju.
Wracamy do Khar taxówką. podróż trwa mniej więcej 30 minut. Nie odrywamy oczu od szyb. widoki umacniają nas w zdaniu, że trzeba docenić życie. Trzeba tu być, żeby przekonać się jak można żyć. 
Szokiem jest dla nas to, że pomimo wszech biedy, ludzie są pozytywnie nastawieni do zycia. często jesteśmy atrackją, nie przechodzimy niezauważeni, wrecz przeciwnie czasami slyszymy bezsilne błaganie o 10 rupii, a czasami miłe słowa tj. „Welcome to Mumbai”
Jestem zmuszony kupić plecak na lokalnym targu, ponieważ jutro o 13:10 wylatujemy na Palolem Beach.
Bez niego niestety nie miałbym nawet jak wrócić do Polski.
dostalismy e-mail od Air France, proszą o wypelnienie formularza co znajdowało się w walizkach, uwzględnieniu kosztów itp. jestesmy pogodzeni z tym, że walizki sie nie znajdą. 
Jesteśmy bojowo nastawieni do starania się o odszkodowanie, które Air France będzie musiało wyplacić nawet jak bagaż się znajdzie. Takie jest prawo pasażera ;- )
Pocieszamy się tym trochę i śmiejemy, że kolejna podróż to tylko z Air France:)
Zapomnieliśmy dodać, że lecąc do Bombaju, chyba stweardessy czuły, że będziemy mieli problemy….
zabrakło dla nas obiadu serwowanego w klasie ekonomiczne- w zamian za to dostalismy obaid z klasy wyższej, a wino i napoje popijalismy ku zdziwieniu innych ze szklanek 🙂 (wiedzieli jak nas udobruchać przed problemami hehe)
szykujemy się na relax. 
Welcome GOA!!!!:)

Dodaj komentarz