Słonie, Emerald Pool i Świątynia Tygrysa. Safari Trip w Krabi

Jako, że do odjazdu już bardzo blisko postanowiliśmy, że zdecydujemy się na wykupienie lokalnej wycieczki na „SAFARI” RObimy to o 22:00 dnia poprzedzającego wyjazd. Otrzymujemy oczywiście „discount” czyli zniżkę (Ceny podane na folderach reklamowych zazwyczaj są orientacyjne, po rozmowie tajowie widząc, że ciężko zastanawiasz się nad zakupem wycieczki automatycznie obniżają ją.

Grupą ok 15 osób odjeżdżamy z hotelu busem w stronę kampusu dla słoni. Mamy mieszane uczucia czy słonie to dobry pomysł. Jeśli chodzi o mnie stanowczo odradzam przejażdżkę na nich. Fakt, jest to mało spotykana atrakcja w Europie, słonie znane są nam tylko z cyrku lub filmu. Widok słoni, które mają przywiązane nogi aby nie porwały się do biegu mnie osobiście odpycha. Dodatkowo są dźgane ostrym toporkiem w czoło, gdy nie są zbyt posłuszne.
Udajemy się na show małego słonika. Ten wykonuje rózne nauczone „sztuczki” podrzuca piłkę, gra na harmonijce czy kręci hula hop. Na koniec każdy robi pamiątkowe zdjęcie oraz może go nakarmić wcześniej zakupionymi bananami za 50Batów.
Po wizycie w kampusie dla słoni. Udajemy się na źródła termalne. Droga do źródeł prowadzi przez dziewiczy busz. Oczywiście pod turystów przygotowane są pomosty i kładki.
W kamiennych nieckach, wypełnionych gorącą wodą pławią się turyści z całego świata. Przy źródłach widnieje wyraźny znak, że kąpiel nie powinna trwać dłużej niż 15-20 min ponieważ jak się domyślam jest zbyt gorąca dla ciała. 
Jest sporo ludzi, chociaż nie tak dużo jak na lazurowym jeziorku.
temperatura otoczenia przy źródłach jest wyższa. Zapewne gorąca woda też robi swoje i dodatkowo ociepla otoczenie.
Po wizycie na źródłach udajemy się na obiad. W cenie biletu dostajemy ryż, warzywa w sosie, kurczaka, kawałki arbuza i butelkę wody. Wszystko oczywiście ostre jak to w azjatyckich daniach. Dla mnie osobiście nie robi to problemu, bardziej delikatne podniebienie ma Emilia- która nie przepada za azjatyckimi specjałami.
Zaraz po zjedzeniu udajemy się w kolejny punkt wyprawy. Lazurowe jeziorka czyli Emerald Pool znajdują się 55 km od Krabi i 75 km od Ao Nang. Same jeziorka znajdują się ok 800 m od parkingu, idzie się przez las. Im bliżej jeziorka tym podłoże jest bardziej gliniaste.
Zmęczone nogi z odciskami powoli nie dają rady i dają się we znaki 🙂 
Dochodząc do wyznaczonego miejsca po gliniastym podłożu udajemy się by odpocząć na ławce. To co zwraca dużą uwagę to masa ludzi i ich głośne zachowanie. Woda jest piękna- jakby sztuczna. Siedząc na ławce można spotkać jaszczurki- jest tutaj ich całkiem sporo.
Ostatnim punktem wyprawy była Świątynia Tygrysa. Ta wycieczka potrafi zmęczyć, jesteśmy padnięci. Dojeżdzając na miejsce rezygnujemy z wejścia na szczyt skały gdzie znajduje się pomnik Buddy. Trasa na górę to ok 30 min po stromych schodach ponad 1200stopni. Gdyby nie moje nogi i nieodpowiednie buty napewno zdecydowałbym się wejść, szczególnie, że mój tata skrupulatnie przypominał mi sms’ami o wejściu na szczyt 🙂 A więc Tato 1:0, w tych zawodach wygrałeś!:)
Pod świątynią umieszczoną na skałach biega sporo małp. Trzeba na nie uważać bo sam byłem świadkiem malego ataku na nogę turystki, która karmiła je bananami. Skrupulatnie o byciu ostrożnym przypominają pracownicy i organizatorzy wycieczek.
Po powrocie do domu jesteśmy podwójnie padnięci, dlatego wpis jest konsumowany dzisiaj 😉
Dzisiejszy dzień spędzamy w Ao Nang, zdecydowaliśmy, że nie wyjeżdzamy na żadną plażę. Kupujemy kilka pamiątek, jemy śniadanie na mieście i pakujemy się w odgłosach burzy, która ma być dziś wieczorem. Narazie świeci słońce i grzmi. 
Jutro rano jedziemy na lotnisko mamy lot powrotny do Bangkoku, tam spędzamy 6-7 godzin. o godz 20:00 czasu lokalnego wylatujemy do Dohy w Katarze, tam czeka nas 8,5 godziny przesiadki. O 13:00 czasu lokalnego w Polsce lądujemy w Warszawie.
Zapowiada się ciężka i dłuuuuuga podróż. Do usłyszenia z Dohy!
P.S Czasami mamy gości, jeden postanowił, że wskoczy na dach trochę się wygrzać, jeszcze innym zachciało się kąpieli 😉

na deser goście… 🙂

Dodaj komentarz