Wyspy Dziewicze/ US Virgin Islands

Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych, tak wiem, nie pisałem każdego dnia, ale wszystko przez to, że rajskie miejsce, brak czasu na włączenie komputera, chęć odpoczynku i zrelaksowania się przed nadchodzącymi egzaminami w Northeastern Illinois University.

8 godzinna podróż z Wysp Dziewiczych z 3 godzinną przesiadką w Puerto Rico pozwala na powrót do Was i napisanie jak szybko minęły 4 dni na Wyspach Dziewiczych.

Pierwszego dnia o 5:00 byliśmy na nogach, wczesny lot z Puerto Rico do St. Thomas trwał tylko 20 min. Chyba to najkrótsza trasa jaką pokonywałem samolotem. Dwa razy dłuższą miałem okazję odbyć lecąc z Warszawy do Gdańska.

Lot przebiegł spokojnie, na 80 miejsc w samolocie może 25 było zajętych. Trzeba pamiętać, że obecnie na Karaibach październik nie jest tzw „gorącym sezonem” i to nie ze względu na temperatury, które rzadko kiedy spadają tutaj poniżej 30 stopnii.

W październiku zarówno na Wyspach Dziewiczych jak i w Puerto Rico nie ma tłumów, nie ma turystów z całego świata. Oczywiście to nie reguła (popatrzcie na mnie). Wiele razy to pisałem, że dla mnie najlepszymi miesiącami na wyjazdy są właśnie takie miesiące, gdzie miasta czy po prostu miejsca nie są zalane turystami. Tak właśnie było znów teraz.

Wyspy Dziewicze chyba zaskoczyły podwójnie, z jednej strony bardzo pozytywnie z drugiej negatywnie.

Zacznijmy od pozytywów…

Mała, górzysta wyspa, której klimat przypomina las równikowy z pięknymi plażami. Chciałoby się napisać raj na ziemi. Bo rzeczywiście tak jest: woda błękitna, kolorowe rybki, plaża z puszystym, miękkim piaskiem, otwartość ludzi takie właśnie są Wyspy Dziewicze i zapewne takie są właśnie Karaiby.

Udało nam się znaleźć super apartament w Point pleasent Resort. Wynajmu dokonywaliśmy jak zwykle przez portal www.airbnb.pl. Koszt jednego noclegu to 120$ (czyli 30$ na głowę) To naprawdę jest tanio. Szczególnie, że hotel zbudowany jest z małych domków, prywatnych apartamentów, z własnym tarasem, leżakami nowoczesnym wyposażeniem.

Po wejściu do lobby od razu dech zaparło nam w piersiach, ponieważ z samego tarasowego lobby mogliśmy podziwiać sporą część Wysp Dziewiczych.

Wyspy Dziewicze to przede wszystkim plażowanie i to chyba jedyna aktrakcja, oprócz wynajmu skuterów wodnych, łódek, rowerków, deski do pływania itp. Tu przyjezdza się po to żeby odpocząć, zrelaksować się na plaży z piękną i ciepłą wodą i wydać kasę.

No własnie, a jak już przeszliśmy do kasy…. Wyspy Dziewicze to chyba jedne z najdroższych miejsc na świecie, w którym byłem, taksówka z lotniska do Hotelu (odcinek 5 km) to koszt blisko 60 $, jedzenie równie drogie, ok 15-20$, kokos 5$ ( w porównaniu do Indii czy państw azjatyckich przebitka o 5 razy)

Wszystko jest po prostu drogie, trzeba przywyknąć i zabezpieczyć się w gotówkę bo jedyny bankomat, który spotkaliśmy był na lotnisku, oczywiście nieczynny ;- )

Wyspy Dziewicze nalezą do Stanów Zjednoczonych, choć znacząco się różnią od USA, zamieszkałe są przede wszystkim przez czarnoskórych, dla mnie to miejsce jak Jamajka, zapach marihuany (która jest nielegalna w tym miejscu) brak policji na ulicy, brak wypadków, brak straży pożarnej… Dziwne i fajne w jednym! 🙂

Dodaj komentarz