Wyspy Phi Phi- czyli rajskie plaże cd. i Hong Island

Tak dzisiaj nadrabiam za dwa posty, dlaczego? Zmęczenie dało się we znaki! 🙂 Niby człowiek odpoczywa na wczasach, ale żeby wszystko zobaczyć spędza całe dnie na słońcu i gdy wraca do hotelu nie ma na nic ochoty tylko na zimny prysznic i błogie lenistwo w klimatyzowanej Villi 🙂
Wczoraj postanowiliśmy skorzystać z przepięknej pogody i wykupiliśmy wycieczkę na wyspy Phi Phi. Chyba jedne z najbardziej rajskich miejsc na ziemi. Znajdują się na zachodnim wybrzeżu. Płyniemy na nie szybką łódką, która mieści ok 15 pasażerów. Wydaje się super prawda?
Wszystko byłoby ok gdyby nie….
no własnie. Nastawiłem budzik na 7:20 ponieważ o 8:30 z hotelowego lobby zabiera nas busik i mamy udać się na wycieczkę… Przebudzam się rano, biorę telefon do ręki patrzę? 8:25…..
Zerwaliśmy się na równe nogi. nie wiedzieliśmy co mamy robić, scena wyglądała mniej więcej tak jak rodzice Kevina (Kevin Sam w Nowym Jorku), którzy zrywają się z łóżka bo za 2 godziny ucieknie im samolot. My mieliśmy 5 min…
Były tylko hasła: bierz aparaty, ubieraj obojętnie co i biegniemy. Dosłownie biegiem wyskakujemy z Villi na hotelowy lobby, czekamy 3 min i podjeżdza autobus…. Zdążyliśmy ufff. Zapowiada się ciekawy dzień ;- )
Bus zabiera nas na miejsce skąd odpływa łódka.
Na pierwszy rzut udajemy się na Bamboo Island- piękny biały piach, woda jeszcze piękniejsza, niebieska w której widać pływające rybki. Sporo ludzi jak na końcówkę sezonu, (W Tajlandii w pod koniec kwietnia rosną temperatury i pojawiają się obfite deszcze). Plaża Bamboo wydaje się być w samym środku oceanu. Szkoda, że nie mogliśmy spędzić tam całego dnia. Na Bamboo obowiązuje opłata (tzw podatek Parku Narodowego) która wynosi 200Batów czyli ok 20zł
Kolejnym przystankiem była Jaskinia Wikingów czyli Viking Cave. Jaskinię podziwiamy z łódki, co ciekawe aby do niej wejść używano bambusowych rusztowań i drabinek. Widok jest nieziemski, w środku oceanu, w skale istnieją korytarze w których kiedyś zamieszkiwano! wydaję się niemożliwe, a jednak…
Dalej płyniemy na Maya Bay- tutaj czeka nas kolejna opłata czyli 200Batów za wstęp do parku.
Kolejne piękne, rajskie miejsce. Oprócz lazurowej wody, pięknej plaży, kołyszących się u brzegu tajskich łódek ma w sobie jeden poważny minus- ilość ludzi! Była tam po prostu masa, przez co traci to miejsce na wartości. Nie ma się co dziwić- jest to miejsce, cieszące się największą popularnością i przyciągające turystów nie tylko z Krabi ale też z Phuket i całego świata. 😉
Plaża ma jeszcze jedno znaczenie dla niektórych turystów. jeżeli oglądaliście film The beach (Niebiańska plaża) z Leonardo DiCaprio w roli głównej- to właśnie to miejsce, w którym został kręcony. Jeszce kilkanaście lat temu była ona bezludna- teraz stała się zbyt ludna 😉
Po 50 minutach na pięknej plaży popłynęliśmy nurkować. Robiliśmy to w dwóch miejscach, jednym z nich była Monkey Beach. Mogliśmy je podziwiać z łódki, nie planowaliśmy tam przystanku, jedynie obok plaży mogliśmy przez 40 min podziwiać to co jest pod wodą. Sprzęt do nurkowania został zapewniony przez firmę, w której wykupiliśmy wycieczkę.
Po nurkowaniach udaliśmy się na lunch, w muzułmańskiej restauracji w formie bufetu. Najedzeni, opici i zadowoleni, odwiedzamy ostatnią atrakcję czyli popłynęliśmy na Pileh Lagoon- kolejne miejsce zapierające dech w piersiach i pokazujące, że natura potrafi zaskakiwać. Cudowna Laguna,  nieziemski klimat i słońce padające wprost na nas.- czego chcieć więcej?…
Zmęczeni ale zadowoleni wracamy do hotelu, korzystamy z basenu nie mieliśmy planów na kolejny dzień uznaliśmy, że spontaniczność będzie najlepszym wyborem.
….
No właśnie dziś udaliśmy się nad plażę aby wykupić taxi boat na jakąś z ładnych plaż. Zastanawiając się przed cennikiem podchodzi do nas Niemka w naszym wieku pytając czy nie chcemy wynająć z ich trójką prywatnej łodzi i udac się na Hong Island. Jednoznacznie popatrzyliśmy się na siebie i zgodziliśmy się. Koszt takiej łódki to 2500Batów (260zł) wychodziło po 500 Batów na osobe. Do tego doliczyć trzeba 300Batów podatku za park… (Ciekawostka dla tajów podatek wynosi 60Batów- ahh turyści.. ;- )
Udajemy się tajską łodzią na plażę- kolejne urocze miejsce, spokojne z małą ilością ludzi, z białym piaskiem i piękną wodą. Opalamy się chociaż pogoda jest upalna 😉 Na plaży zjadamy lunch- słynny Pat Tai i spring rollsy. Błogie lenistwo opanowało nasze ciała. Ahh myślimy sobie- Jak tutaj jest pięknie, nieskazitelnie i cudownie… Chwilo trwaj… 😉
Wynajęcie prywatnej łodzi z prywatnym „operatorem” to idealny sposób na zobaczenie tego co się chce. Łódź jest do naszej dyspozycji, gdzie chcemy tam płyniemy. Umawiamy się na godzinę o której wracamy. W tym przypadku była to 16:00 czyli spędzamy tam kilka dobrych godzin. W powrotnej drodze udajemy się na niebiańską lagunę, cykamy przepiękne fotki, nakręcamy krótki filmiki i wracamy do hotelu.
Czas zleciał jak szalony. Zostajemy w Ao Nang do wtorku, później wyruszamy do Bangkoku na 7 godzin i mamy lot do Warszawy. Nie chcemy jeszcze wracać;)) ale jesteśmy już na półmetku 🙂
Po wieczornej przechadzce po Ao Nang, zdecydowaliśmy, że jutro również wybierzemy się i spontanicznie zadecydujemy o najlepszym miejscu na sobotę 😉 co to będzie? tego nie wiemy nawet my 😉 Ale jutro będzie to już jasne… 😉

Dodaj komentarz